w wyścigu XC Pucharze Tarnowa. Dzień rozpoczął się jak każdy, 6 rano budzik, śniadanie mocna kawa, o 8 rano wyjazd do Przemyśla teamowym busikiem, w drodze drugie śniadanie, atmosfera na luzie, żadnych napięć.
Im bliżej Przemyśla to pojawiał się coraz to większy stres, ale z drugiej strony już chciałem być na miejscu spotkać się ze znajomymi, porozmawiać i poczuć tą atmosferę. Pogoda się poprawiała, wiedziałem że będzie ciepło - tak jak lubię. Dojechaliśmy na miejsce, wjechaliśmy pod sam start. Po chwili przyjechał Kris z Kasią i od razu zaczęliśmy od rozłożenia namiotu i wystawieniu odżywek SPONSER. Janusz Łodej z Panem Waldkiem dołączyli po kilkunastu minutach, Janusz ogarnął biuro zawodów dla teamu i bardzo szybko byliśmy gotowi. Ostatnie ładowanie węglowodanami Sponsera przed startem, i zaczęliśmy ustawiać się w sektorach. Millenium Hall Piaseco w pierwszym sektorze. w oczekiwaniu na końcowe odliczanie, kilka spojrzeń kto stoi obok, brakowało mi wielu zawodników z poprzedniego sezonu - szkoda. Start odbył się chyba punktualnie - nawet nie wiem. o dziwo stres podczas odliczania minął.
Ruszyliśmy, tempo jak zawsze wysokie, - brakowało mi tego przez całą zimę. wyjechaliśmy z centrum na drogę główną tempo sie uspokoiło ale chyba motocyklistę poniosło bo zaliczył mate :) Doskonale znałem początek trasy dlatego nie wybijałem się zbyt do przodu. Spokojnie w środku grupy obczajałem kto i jak jedzie. Pierwszy podjazd dziwnie bo chciałem pojechać wolniej, ale zobaczyłem Krisa że od razu jedzie na pełnej ... zrzuciłem ząbek niżej i w doskoczyłem do niego. Już wtedy byłem zaskoczony że tak dobrze mi się jedzie, już do zakrętu i dalej byliśmy z Krisem na prowadzeniu. Pierwsza myśl fajnie by było tak skończyć ale spokojnie wyścig dopiero się zaczął.
Kris jak to Kris jedzie i nie patrzy na nic :D pierwsza sekcja zakrętów i spadam na 4 pozycje. Ale spoko za chwile podjazd, na asfalcie doskakuje do prowadzącej 3 - Kris, Mirek Bieniasz i Kostek. Siadam na kolo
i się wożę, drugi podjazd, jak dla mnie spokojnie i równo, cały czas jedziemy w 4. Przez chwile pomyślałem co ja robię, przecież jadę Giga po co tak szybko, ale ok jadę dalej zobaczymy co z tego będzie. do pierwszych singli jadę pierwszy, ale wypadam i mija mnie Mirek z Krisem. wyjeżdżamy na drugi asfalt szok jak wieje. Kris mówi żebym poprowadził, ok wychodzę na zmianę i zaczynam swoje dość twardo spokojnie w rytmie. Nie patrze za siebie, tylko jadę. Zaczynają się "highway-e" pod wiatr. ale jadę szybko. Po jakimś czasie odwracam się i widzę Mirka a za nim Krisa Marcina już nie było. I nie wiem co robić czekać na Mirka i jechać dalej, ale jade dalej, dojeżdżam do zjazdu po łące przed którym przestrzegał mnie Michał - miał racje zjazd dramat, ale każdy jedzie to samo. Kończę zjazd a ręce pieką - nie fajnie. sekcja asfaltu
z mocnym wiatrem w plecy od razu 40km/h podjazd w miarę sprawnie, kolejny zjazd też,
i znowu asfalt, przypomniało mi się że gdzieś niedaleko będzie premia górska, jakiś napis a asfalcie myślę ze to chyba gdzieś tutaj, wyjeżdżam na szczyt no jest premia - extra, myślę może by już odpuścić i trochę odpocząć. Ale nie po to trenowałem całą zimę, patrze do tyłu jedzie Mirek. Staje na korby i zaczynam zjazd pod wiatr, nieźle żeby jechać w dół trzeba się nieźle namęczyć. Kończę zjazd i asfaltem dojeżdżam do bufetu, z tyłu nie widziałem już nikogo. Na bufecie są dziewczyny, biorę bidon - Dziękuje Kasiu, i lecę dalej, już spokojnie ze sporą przewagą. Zbliżam się do rozjazdu Mega/Giga poza do zdjęcia i zaczynam drugą pętle, z myślą byle utrzymać przewagę.

O dziwo drugą pętle jedzie mi sie o wiele lepiej. Powoli doganiam osoby jadące wolniej, dzięki temu mogłem jechać szybciej - ktoś się pojawił na widoku stawiałem sobie cel żeby go wyprzedzić. Wypatrywałem znajomych. Powoli zbliżałem się znowu do rozjazdu ale tym razem juz kierunek - meta. Cały czas towarzyszyli mi motocykliści, a z kilometra na kilometr wiedząc że do mety już niedaleko jechałem coraz szybciej. Zbliżał się wyciąg i coraz większą euforia, zjazd do parku oo i niespodzianka krótka ścianka, pokonana już na spokojnie wjazd do parku i stroma hopka - przypomniały mi się czasy gdy tam podchodziłem a teraz na luzie z uśmiechem ja pokonałem. Jeszcze tylko kawałek przez miasto,
i wjazd na metę.
Nie do końca wierzyłem w to co zrobiłem, Debiut na Giga i od razu zwycięstwo jak się okazało ze sporą przewagą. Radość była ogromna bo wiem że to efekt naprawdę ciężkiej pracy jaką w to włożyłem, i czasu jaki poświęciłem. Wjeżdżając na metę czułem niedosyt - chciałbym jeszcze kilkanaście kilometrów. Ale na to poczekam do następnej edycji.
Wyszło mi 66 km czas z polara


