Cześć, chciałbym na wstępie usprawiedliwić zaprzestanie
prowadzenia bloga w sezonie 2013. Z racji tego ze to co robiłem, co pisałem,
nawet to ile trenowałem było obiektem szyderstw, wolałem się nie udzielać i przestać pisać.
Przez zimę miałem dużo czasu żeby przemyśleć kilka spraw i zamknąć pewien
rozdział z życia i rozpocząć kolejny ale o tym później.
Część z was wie a część nie wie, wrześniem roku 2013 podjąłem decyzje o odejściu z drużyny Millenium Hall Piaseco, lecz czekałem na rozwój wydarzeń, który tylko potwierdził mnie w przekonaniu że muszę to zrobić, aby osiągnąć spokój wewnętrzny. Ta decyzja wyszła mi na dobre i wiem że nie mogę się przejmować opiniami innych, niekiedy bliskich osób, jak i tym, że w tym kolarskim świecie , to normalne że komentarze są pozytywne ale także i negatywne, kwestia tylko jak radzimy sobie z tymi negatywnymi.
W końcówce ubiegłego roku nawiązałem współpracę z zespołem sklepu
z suplementami Animusz
kulturystyka & fitness,
dzięki tej pomocy, zmienił się całkowicie mój styl odżywiania, ciągła kontrola
mojego stanu zdrowia, samopoczucia, nawet tego czy dobrze się ubieram na chłodne
dni, sprawiły że przetrwałem zimę bez komplikacji zdrowotnych. Dokładne
dobranie suplementów i dostosowanie diety do moich potrzeb przyczyniły się do
tego, że mogłem pracować nad swoją formą każdego dnia.
Częste konsultacje z Ryszardem i Łukaszem z Animusz-a, dały nam pewien obraz błędów jakie popełniałem w dotychczasowej diecie i samodzielnej suplementacji. Błędy te zostały wyeliminowane i zastąpione we właściwy sposób.
Z kolei w obecnym już roku 2014, oficjalnie przeszedłem do drużyny Fil-Bike, z czego jestem bardzo zadowolony. Po ustaleniu wspólnych celów, mogłem spokojnie trenować mając spokojną głowę bez zmartwień i odliczać dni do pierwszego startu, który już jest za nami.
Pierwszym startem w kalendarzu był maraton w Daleszycach z cyklu MTBCrossMaraton. Był to dla mnie pierwszy maraton w życiu z tego cyklu. Nie wiedziałem czego się spodziewać, przeglądając listę startową, zdałem sobie sprawę że to będzie pogrom. Przygotowania zacząłem już w na 2 dni przed. W sobotę ostatnia przejażdżka i całodzienne ładowanie glikogenem. W sobotni wieczór, miła niespodzianka ze strony Darka, w postaci strojów Vimar – Bardzo dziękuję. Niedziela 7:00 razem z Darkiem jedziemy do Daleszyc, Michał Peliszko razem z resztą pojechali drugim autem. Po drodze śniadanie 2 godziny przed startem, 2 kawki. Nie powiem żebym był wyluzowany, a na pewno nie miałem ochoty się ścigać, możliwe ze to ze stresu przed startem, i myśli czy na pewno dobrze się przygotowałem. Powtarzam sobie że to start kontrolny żeby wyszły braki.
Dojechaliśmy- super miejsce, mała miejscowość, start na rynku, pogoda się poprawia, widzę znajome twarze, nastrój się poprawia. Szybkie zapisy, i przygotowanie do wyścigu. Super że mój dystans Master startuje 30 min wcześniej niż reszta, nie będzie tłoku. Wchodzę do drugiego sektora i czekam. Stres minął. Wystartowaliśmy, szybko i sprawnie przechodzę do przodu grupy. Start ostry i w głowie jedna myśl: „jechać z głową”. Ku mojemu zdziwieniu jadę w czołówce i jedzie mi się bardzo dobrze, aż za dobrze. Tempo nadaje Dominik - bardzo wysokie. Bardzo szybko, we 4 urywamy cały peleton, jadąc po zmianach powiększamy przewagę. Trasa bardzo szybka, mało techniczna, interwałowa, tak jak lubię. Podłoże wilgotne, gumy Speca Fast Traki trzymają idealnie. Odwracam się żeby zobaczyć co się dzieje z tyłu, i nie widziałem już nikogo. Pierwsze kilometry są zawsze nerwowe, staram się uspokoić oddech i rytm. Cały czas jedziemy mocno. Udaje mi się uspokoić oddech i wychodzę na zmianę. Podjazdy długie ale płaskie. Teren trochę zdradliwy, kamienie przysypane liśćmi, suche patyki były nieprzyjemne.
Część z was wie a część nie wie, wrześniem roku 2013 podjąłem decyzje o odejściu z drużyny Millenium Hall Piaseco, lecz czekałem na rozwój wydarzeń, który tylko potwierdził mnie w przekonaniu że muszę to zrobić, aby osiągnąć spokój wewnętrzny. Ta decyzja wyszła mi na dobre i wiem że nie mogę się przejmować opiniami innych, niekiedy bliskich osób, jak i tym, że w tym kolarskim świecie , to normalne że komentarze są pozytywne ale także i negatywne, kwestia tylko jak radzimy sobie z tymi negatywnymi.
W końcówce ubiegłego roku nawiązałem współpracę z zespołem sklepu
z suplementami Animusz
Częste konsultacje z Ryszardem i Łukaszem z Animusz-a, dały nam pewien obraz błędów jakie popełniałem w dotychczasowej diecie i samodzielnej suplementacji. Błędy te zostały wyeliminowane i zastąpione we właściwy sposób.
Z kolei w obecnym już roku 2014, oficjalnie przeszedłem do drużyny Fil-Bike, z czego jestem bardzo zadowolony. Po ustaleniu wspólnych celów, mogłem spokojnie trenować mając spokojną głowę bez zmartwień i odliczać dni do pierwszego startu, który już jest za nami.
Pierwszym startem w kalendarzu był maraton w Daleszycach z cyklu MTBCrossMaraton. Był to dla mnie pierwszy maraton w życiu z tego cyklu. Nie wiedziałem czego się spodziewać, przeglądając listę startową, zdałem sobie sprawę że to będzie pogrom. Przygotowania zacząłem już w na 2 dni przed. W sobotę ostatnia przejażdżka i całodzienne ładowanie glikogenem. W sobotni wieczór, miła niespodzianka ze strony Darka, w postaci strojów Vimar – Bardzo dziękuję. Niedziela 7:00 razem z Darkiem jedziemy do Daleszyc, Michał Peliszko razem z resztą pojechali drugim autem. Po drodze śniadanie 2 godziny przed startem, 2 kawki. Nie powiem żebym był wyluzowany, a na pewno nie miałem ochoty się ścigać, możliwe ze to ze stresu przed startem, i myśli czy na pewno dobrze się przygotowałem. Powtarzam sobie że to start kontrolny żeby wyszły braki.

Dojechaliśmy- super miejsce, mała miejscowość, start na rynku, pogoda się poprawia, widzę znajome twarze, nastrój się poprawia. Szybkie zapisy, i przygotowanie do wyścigu. Super że mój dystans Master startuje 30 min wcześniej niż reszta, nie będzie tłoku. Wchodzę do drugiego sektora i czekam. Stres minął. Wystartowaliśmy, szybko i sprawnie przechodzę do przodu grupy. Start ostry i w głowie jedna myśl: „jechać z głową”. Ku mojemu zdziwieniu jadę w czołówce i jedzie mi się bardzo dobrze, aż za dobrze. Tempo nadaje Dominik - bardzo wysokie. Bardzo szybko, we 4 urywamy cały peleton, jadąc po zmianach powiększamy przewagę. Trasa bardzo szybka, mało techniczna, interwałowa, tak jak lubię. Podłoże wilgotne, gumy Speca Fast Traki trzymają idealnie. Odwracam się żeby zobaczyć co się dzieje z tyłu, i nie widziałem już nikogo. Pierwsze kilometry są zawsze nerwowe, staram się uspokoić oddech i rytm. Cały czas jedziemy mocno. Udaje mi się uspokoić oddech i wychodzę na zmianę. Podjazdy długie ale płaskie. Teren trochę zdradliwy, kamienie przysypane liśćmi, suche patyki były nieprzyjemne.
Zjazdy długie łatwe i szybkie, Nie zjeżdżam za
szybko z racji małej wprawy w jeździe na 29 calowych kołach, w sumie to
pierwszy długi wyjazd w teren na tym rowerze.
Dominik jadąc z tylu pogania żeby przyspieszyć, obaj podkręcamy tempo na
podjazdach, niestety jedziemy już we 3 Michał Ficek dostał trochę z tyłu. Mijają kilometry, dojeżdżamy do szybkiego zjazdu,
jadę z tyłu, chłopaki się zatrzymują bo pomyliśmy drogę, wracamy, jeden jedzie
w prawo drugi w lewo, ja stoję i czekam, słyszę z lewej : „to tu” Wołam Dominika i wracamy na trasę. Wyjeżdżamy
z lasu i widzimy Michała, jadącego już kolejny podjazd. „Musimy go dojść jak
najszybciej” – myślę. I podkręcam tempo na podjeździe. Na kole jedzie już tylko
Dominik, na zjeździe puszczam go przodem, i znowu się mylimy, zaczynamy
przebijać się do drogi i znowu jedziemy we trzech. Michała nie widać. Tempo nie
spada, mijamy pierwszy pomiar czasu, zjeżdżamy do lasku i zaczyna się cyrk, strzałki
prowadzą nas w jakieś pole, spotykamy Michała, pilot tez nie wie gdzie jechać, zrobiliśmy
małą pętelkę w poszukiwaniu strzałki, taśmy i nic. Po kilku minutach zjechała się
spor grupa zawodników. Dominik nie ukrywał swojego rozgoryczenia i zdenerwowania,
wcale się nie dziwie, jechaliśmy mega mocno po to żeby się zgubić i stracić
wypracowana przewagę nad resztą. Padają słowa: „nie ścigamy się i bierzemy
wyniki z pomiaru czasu”. Nie podobało mi się to bo przyjechałem się ścigać do
końca. Wróciliśmy na trasę, dojeżdżamy do Pań z aparatem i pada pytanie czy
ktoś już tędy jechał, odpowiedz Pań : z 10 osób i macie 10 minut straty. „no to
po wyniku i po wyścigu” – myślę. Ale… skoro już po wyścigu to chociaż potrenuje,
i zaczynam cisnąć mocniej, za mną Darek, Michał, Borycki, Pomarański, no to
ścigamy się na nowo, podkręcam tempo wiedząc ze nie odrobimy tych 10 minut. Co jakiś
czas odwracam się i widzę ze chłopaki też jadą mocno, no do nie odpuszczam. Na kole
mam Darka, jedzie mi się rewelacyjnie, cały czas pod progiem z zapasem sił. Darek
wychodzi na zmianę ja odpoczywam z tyłu. Trasa nadal super, kręta szybka, cały
czas coś się dzieje, w górę w dół. Znowu wychodzę na zmianę i już nie oddałem
prowadzenia, sekcje po kamienistym szczycie przejeżdżamy bardzo płynnie i
szybko, nie tracąc czasu, wyprzedzamy kolejnych zawodników z krótszego dystansu.
Uciekam Darkowi na zjeździe. Mijam bufet i wspinaczka w stronę lasu. Spokojnie bez
szarpania mijam innych.
Samotnie przejeżdżam drugi pomiar czasu. Im bliżej mety,
tym jechałem szybciej. Dojeżdżam do zwalonego drzewa i Pana który spisuje
numery mówi: „brawo, pierwszy master”. Myślę – „jakim cudem, jak niby 10 było
przed nami” miałem ostatnie 5 km do mety. O dziwo nie czuję zmęczenia, ząbek
niżej staje na korby i mijam kolejnych zawodników raz z lewej, raz z prawej,
nie patrząc czy błoto czy koleiny, z uśmiechem na twarzy jadę swoje. Widzę tabliczkę a na niej 1km. Ostatni asfalt,
nie zwalniam, dojeżdżam do rynku mijam metę i słyszę: Pan z master a gdzie motocyklista
? od razu mówię co się stało na trasie. I tłumacze że motocyklista jechał przede
mną i w końcu zniknął mi z pola widzenia, przecież nie będę go gonił i szukał. Na
metę przyjeżdża Darek z 2 minutową stratą, wspólne gratulacje uścisk dłoni. Dwa
Vimary dwie jedynki :) , a kilkanaście sekund po nim metę mija Michał Ficek i
kolejni zawodnicy. Dotarło do mnie że wygrałem open. Nie było euforii przez
sytuacje na trasie. Ale jakby nie było i co by się nie działo wyścig kończy się
na mecie.
Podsumowując: trasa łatwa, przyjemna szybka, wymagała ciągłego
skupienia przez mnogość dróg, zakrętów, skrzyżowań i rozjazdów. Sama organizacja
super, bufety nie wiem nie korzystam.
Myślę że ten cykl na stałe wpisze się w mój kalendarz. Dzięki za wspólne
ściganie i do zobaczenia na kolejnej edycji. Baj :)