6 lipiec 2013, wyczekiwany prze zemnie dzień, maraton w Pruchniku. Świeże informacje z trasy - większość sucho, gdzieniegdzie błoto, interwałowa trasa. Biegnie ona w drugim kierunku niż w roku ubiegłym. Miałem kilka dni na przypomnienie sobie jak wyglądała trasa. W myślach przywoływałem obrazy z poszczególnych odcinków i gdzie popełniałem błędy. Spoko pamiętam trasę, wiem mniej więcej gdzie i kiedy będzie trudny moment. Pogoda rewelacja, słońce, ciepło tak jak lubię. O samo przygotowanie – oznaczenie trasy byłem spokojny, bo w Pruchniku jedzie się dosłownie jak po sznurku.
Zapisy, przygotowanie wszystko sprawnie i szybko - fajnie. Rozgrzewka i ustawiam się w sektorze w pierwszej lini, obok mnie Ostry (Bogdan Ostrowski z Elzat Regamet Bieniasz Team). Słońce przygrzewa, a ja „ładuje baterie”. Każda trasa ma takie kluczowe dla mnie miejsca, w tym wypadku w Pruchniku jest pierwszy długi asfaltowy podjazd, niby 2,5 km pod górę. Ważne żebym utrzymał się w czubie, a potem jakoś pójdzie. Od startu jest gaz, spokojnie, ale dość szybko zaczynam wspinaczkę, chłopaki sobie nie żałują - od razu lecą na prędkości. Koster zaciąga, Kris tez nie odpuszcza. Miałem cel, utrzymać się za Arkiem jak najdłużej i nie dawać mu zmian. Jak się okazało nie musiałem. Z dużej grupy szybko formuje się czołówka, na czele której jechał Łukasz Olejarz i dobrze bo zna trasę jak własną kieszeń. Za nim Zbyszek Kszesiński, Kris, Arek i ja. Łukasz jedzie mega mocno, widać że chce wygrać - w końcu jest u siebie. Co jakiś czas Arek spogląda czy jestem. Nie odpuszczałem. Tak jak bez problemu idą mi podjazdy, tak w błocie, które się pojawiło po raz kolejny, popełniam kilka błędów. Chłopaki mi uciekają na kilkanaście metrów i powiększają przewagę. Samotnie już nie znając „ścieżek” musiałem ich gonić. Przy okazji powiem, że oznaczenie trasy perfekcyjne, bez żadnych zastrzeżeń. Bardzo długo jechałem sam, odwracając się nie widziałem za sobą nikogo. Kolejne podjazdy pokonuje nad wyraz szybko i w oddali widzę chłopaków. Wyjeżdżam z lasu na szutrową drogę, trochę pod wiatr. Rozpędzam się i mijam Krisa, który na chwile tylko łapie się na koło, szkoda - myślałem ze go trochę podciągnę, ale na spokojnie dogonił mnie na zjeździe.
Przejazd przez strumyk i kawałek dziurawego asfaltu, znowu mijam Krisa i powiększam nad nim przewagę. Zaczął się podjazd po kamienistej drodze i dzieje się coś niedobrego – łapie mnie mega skurcz w brzuchu, nie wiem co to może być, a przede mną jeszcze drugie tyle dystansu, dramat. Na siłę wciskam w siebie żel i fiolkę magnezu i to by było tyle, resztę wyścigu na sucho, bo nie mogłem ani pić ani jeść. Przestałem już myśleć o tym, aby dogonić Arka, a zacząłem myśleć, żeby tylko dojechać do mety utrzymując pozycje. Drugą pętle jadę wolniej, czując każdą nierówność terenu „w brzuchu”, zwijałem się z bólu na tym rowerze. Wciskałem w siebie choć trochę izotonika, ale nie wchodził. Ostatni podjazd, a raczej podejście, pokonuje z buta, ale dość szybko, żeby utrzymać drugie miejsce Open. Ostatni zjazd zjeżdżam asekuracyjnie, bo jest zdradliwy – sporo osób się o tym przekonało w latach ubiegłych. I jeszcze tylko kilometr i stadion, a na nim meta. Przejeżdżam linie mety, i padam na murawę stadionu, żeby rozciągnąć obolały brzuch. 73 km wyścigu, z czego ponad 30 km w cierpieniu, pokonane w 3:29:00 ze średnią prędkością 20,9, o jednym żelu, jednym małym bidonie i jednej fiolce magnezu. Ostatecznie 2 miejsce w kategorii i 2 miejsce w całym wyścigu. Może dobrze, może źle, jak dla mnie słabo, tracę 10 minut do Arka. Gość jest dla mnie zagadką i niech tak zostanie. Musicie wybaczyć, że mało szczegółowo, ale średnio pamiętam drugą pętle, liczyło się tylko dojechanie do mety.
Jeszcze raz przypomnę o oznaczeniu trasy, PERFEKCYJNE! Tak samo jak w Strzyżowie, tak i w Pruchniku trasę przygotowywały osoby które wiedzą jak to robić i chwała im za to. Z mojej strony mogę im tylko podziękować za prace włożoną w przygotowanie. Pruchnik to dobre miejsce na ściganie o ile nie pada ;)
Następna jest Dukla tam też będzie ciekawie. Do zobaczenia na miejscu. PA



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz