Rowery

niedziela, 4 maja 2014

Gorlicki Klasyk


W dniu 1 maj 2014r.  po 2 letniej nieobecności na trasie tego wyścigu postanowiłem znowu wystartować. Nie wiem dlaczego przed startem na szosie zawsze towarzyszy mi lekki stres. Może dla tego że: duża szybkość, jazda w grupie, wąskie drogi, jeden zły ruch i może dojść do wypadków.

Z racji tego że czekał mnie ciężki weekend, nie nastawiałem się na walkę o zwycięstwo czy o podium. Celem było dojechanie do mety w pierwszej grupie, gdyż nigdy wcześniej mi się to nie udawało.W tym roku trasa trochę się różniła od poprzednich, przede wszystkim finisz pod górę – coś nowego. Razem z Jackiem Kłeczkiem  dojechaliśmy na miejsce, szybki zapis, krótka rozgrzewka. Zjechało się sporo mocnych kolarzy wiedziałem że będzie ciężko. Ustawiłem się na starcie prawie na końcu, żeby podczas startu przepychając się do przodu trochę się dogrzać. Wystartowaliśmy, jak to zwykle w peletonie – przyspieszenia, hamowania i znowu przyspieszenia, i jazda na centymetry – super.
Chciałem przed pierwszym podjazdem już być możliwie jak najbliżej czoła wyścigu. Tak też się stało, pierwszy 4 kilometrowy podjazd i średnie 7%  nachylenia przeleciało dość sprawnie. Na szczycie podjazdu ukształtowała się już pierwsza grupa. Na pierwszym zjeździe prawie 100km/h – super. Chłopaki z Resovii zaczęli szarpać. I tak przez całość wyścigu. W sumie jak to na szosie, mało się dzieje. Jedziesz i uważasz żeby w nikogo nie wjechać. Na płaskim odcinku nie wiedząc czemu zwalniamy i zjechały się az 3 grupy w jedną dużą. Seria zakrętów  i zaczynamy wspinaczkę wąską drogą, jadę w środku i odpoczywam. im bliżej szczytu tym bardziej przesuwałem się do przodu grupy żeby zacząć zjazd będąc w czołówce.
Zjazd, szybki, po wąskiej drodze z pięknymi widokami. Znowu płaski odcinek, i baja bongo. Tylko Szaman (Piotrek Szafraniec) się rwie do sprintowania :). Zbliżaliśmy się do przedostatniego podjazdu, wiedziałem że trzeba się spiąć, bo będzie długi i ciężki. Tak też było, chłopaki jechali „ogniem” ale równo. Szarpanie zaczęło się bliżej szczytu. Zjazd szybki i ostatni kawałek płaskiego tempo było dość wysokie bo zbliżaliśmy się do końca i się zaczęło - ostatni podjazd. Tempo było wysokie, w głowie miałem blokadę – nie zajechać się bo ważniejszy start jest w sobotę i niedziele.  Cel jaki sobie ustaliłem osiągnąłem: ukończyć wyścig w pierwszej grupie. Finisz pod górę fajna sprawa. Ostatecznie kończę wyścig na 12 pozycji i 4 w kategorii. Cieszy fakt że kończę wyścig w pierwszej grupie i nie jestem ujechany. Teraz liczył się szybki powrót do domu i regeneracja przed weekendem. Na sam fakt tego się cieszyłem że w końcu odpocznę i poleniuchuję przez cały piątek. W sobotę inauguracja Cyklokarpat w Przemyślu zobaczymy co to będzie. Do zobaczenia na starcie.

2 komentarze:

  1. Fajne sprawozdanie z zawodów. A najlepsza chyba trasa. Uwielbiam takie trasy w których jest wszystkiego po troszku, bo wtedy się o wiele ciekawiej jedzie. A jak jeszcze grupa współpracuje to już całkiem fajnie. życzę dalszych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak u ciebie teraz z kolarstwem? Blog był nieaktywny przez pare lat a bardzo szkoda, bo bardzo dobrej jakości. :)

    OdpowiedzUsuń